
Co pamiętam? Co mnie "stworzyło"?
3 rok życia:
-zabijanie małych i skaczących zwierządek.
-bazgrolenie po ścianach.
-pierwsze zainteresowania płcią przeciwną.
-mszczenie się za najmniejsze głupstwo.
4 rok życia:
-rozwód rodziców.
-wymyślony przyjaciel.
-śmierć ukochanego dziadka.
-śmierć ukochanej maskotki.
-smierć ukochanej babci.
-martwy wisielec za domem*.
5 rok życia:
-pierwsza daleka wycieczka z mamą (morze)
-wypadek podczas powrotu z wycieczki.
-rozbite szkło, krew na drzwiach samochodowych, długi klakson, gasnące światła TIRa.
-zwycięstwo życia nad śmiercią.
-powrót do normalnego życia.
6 rok życia:
-bijatyki w szkole.
-przesadne interesowanie się dziewczynkami.
7 rok życia:
-śmierć kolejnych(i ostatnich) dziadków.
-dalsze bijatyki w szkole.
-nuda
8 rok życia:
-poznanie przyjaciela.
-odnalezienie w sobie talentu muzycznego.
-pierwsza lekcja w chórze kościelnym.
-pierwsza dewiacja.
-pierwsza miłość.
-pierwszy zawód.
-ochota zostania księdzem.
9 rok życia:
-ambicja zostania "kimś"
-nieudana próba zostania "kimś"
10 rok życia:
-nudy
11 rok życia:
-kolejna miłość.
-pogardzający stosunek kolegów do mnie.
-zamiłowanie do czerni.
-psycholog.
-własnoręcznie zrobiona koloradka.
-próba wyznania miłości.
-w ostatniej chwili zamknięcie ust.
12 rok życia:
-psychiczny dół.
-pierwszy pryszcz (he he he)
13 rok życia:
-próba zaakceptowania nowego ciała.
-zbędna depilacja.
-sny.
-sny erotyczne.
-sny erotyczne zawierające moją dawną "miłość".
-pragnienie ujżenia jeszcze raz tej dawnej miłośći.
-pragnienie bycia z nią.
-kolejne dewiacje.
-pragnienie bycia wykorzystanym seksualnie przez tą "miłość".
-pragnienie bycia jej niewolnikiem (XD)
14 rok życia:
-pierwszy pocałunek.
-pierwszy "normalny" pocałunek.
-pierwszy stosunek seksualny.
-pierwszy "normalny" stosunek seksualny.
-stworzenie pierwszego i nawet dobrego szkicu anatomicznego.
15 rok życia:
-znalezienie modela do szkiców anatomicznych.
16 rok życia:
-wygląd dwudziestolatka.
-sztuka uwodzenia.
-regularny seks z modelem do moich szkiców.
-stara miłość popadła w niepamięć.
-bunt modela.
-pierwszy cios w twarz ( z liścia)
-pierwszy kobiecy płacz z mojej winy.
-ostatni seks bez miłości.
-wizyta małej dziewczynki w moim domu.
-najpiękniejszy szkic jaki stworzyłem.
17 rok życia:
-nieoczekiwana zmiana orientacji seksualnej.
-psycholog.
-olewka psychologa.
-strach przed policją.
-strach przed opinią ludzi.
-pojawienie się dwóch kobiet w moim życiu.
-walka między tym czego chcę a co mogę mieć.
18 rok życia:
w budowie...
------------------------
Tak się patrzę na dzieje mojego życia i mam wrażenie, że nadaję się do zakładu psychiatrycznego. Byłem...zboczony (teraz już chyba nie), kochałem seks, kochałem seks nie tylko z dziewczynami..Czy to normalne? Czy to moralne? Nie chcę się już o tym myśleć! Kim ja byłem!? I kim ja teraz jestem!? Katowickim pedofilem! Nienasyconym zboczeńcem! Psycholem! ...A mimo tego chcę kochać sercem! Chcę być opiekuńczy, kochający, ciepły...A jaki jestem? Źadny! Gorszy! Zepsuty! Wiem, że nic nie wyniknie z tą dziewczyną o której pisałem w dawniejszych notach...Osoba za którą szalałem znalazała sobie innego. O! I dobrze! Mam to już gdzieś! Poczekam i może ktoś pierwszy odezwie się do mnie. Nie odmówię. Sprubować można...Możliwe, że ta osoba może być "tą" właściwą...(No ale kto pokocha psychola z taką bogatą i negatywną historią?)
OoOoO...Ile to mineło czasu od ostatniej noty? Nie chce mi sie liczyć :P (nie moja brocha). Co ja tu moge napisać? No...dalej żyję po kilku próbach samobójczych z powodu kobiety mojego życia (która nic nie wie o mojej obsesji) i uczę się bo muszę. Nie chce mi się pisać nowej noty...ale coś trzeba zrobić aby blog ładnie wyglądał (jak ja :D). Zastanawiam się nad nowym szablonem (odpadają mangowe, różowe i z zespołami...bleeeh!)...może sobie sam skombinuje (tja...z moją nikłą znajomością HTMLu)...Phe! Jakoś to będzie...
Ostatnio coraz wolniej mi idzie rysowanie, mam wrażenie, że brakuje mi sił aby utrzymać ołówek w dłoni. Dziwne. Podobnie jest gdy zabieram się za pisanie(wbrew pozorom robię mniej błedów...Teraz się spiesze!). Mam dość! Narazie mówimy "Ja" i "Ty"...a kiedy powiemy "My"?
Jest fest. Wszystko wskazuje na to, że nie obędzie się bez leczenia. Nie chcę wyjawić co to za choroba...Ale jest dosyć groźna. A tak poza tym, to wszystko leci normalnie - gram, jem, sram <- standart.
Piszę tak swobodnie o tej chorobie,a tu nagle pojawiła się w moich myślach 'ona'. Jak to będzie gdy choroba nie ustąpi? Czy dam rade żyć bez niej? Czy w ogóle będę żyć? Ale nawet gdy umrę...to chyba już dla mnie nie będzie to mieć znaczenia...
CO JA PISZĘ!!! Grrrrr! Czarne scenariusze tworzą sie w mojej głowie! Obrazy okrutne i krwawe! Dzwięki od których włosy się jeżą, a zimny dreszcz przechodzi po plecach!
...Nie mogę tak myśleć... Nie chcę... Chcę radości w moim i w jej życiu... Tylko tyle... Czy to dużo?
Jedna rzecz nakłoniła mnie do założenia tego bloga. Rzecz? Powiem może, że to osoba, a nazwanie jej 'rzeczą' było by troszkę nie tolerancyjnym gestem. Wypadałoby dodać jeszcze, iż ta osoba nie nakłoniła mnie świadomie. Szukałem czegoś w rodzaju inspiracji, czegoś co by mnie zmusiło do pisania 'pamiętnika' (Normalnie to to nie leży w mojej naturze). Odnalazłem tę inspirację w miłości do wymienionej już osoby. Ów osoba nie jest wpełni świadoma tego co do niej czuję. Myśli, że to moja nie przemyślana decyzja i jestem nadwyraz niedojrzały. Cóż, nie potrafię sam siebie dokładnie ocenić i nie potrafię nigdy wytłumaczyć (w cztery oczy) co czuję. Zawsze moja rozmowa to długie "eeee" lub "yyyy" albo, co gorsza, tracę całkowicie głos. Wymieniam między tą osobą ambitne dialogi niczym z filmu erotycznego, ale to już na prawdę w rzadkich przypadkach. Zazwyczaj siedzę cicho i gapię się w ściane lub okno niedostrzegając tego co widzę w danym punkcie, a wtedy może się zmuszę na jakiś tekst typu "aaah...Jaka ładna pogoda! W sam raz na spacer!", a za oknem klimat niczym nadchodzący huragan Katrina. Zdażały się gorsze przejęzyczenia, ale raczej nie mam ochoty ich opisywać... W każdym razie, nie dzisiaj.
Chłopak ze mnie już nie młody, co raz częściej słyszę w domu komentarze i te negatywne na mój temat. Kiedyś się wyprowadzę aby pokazać rodzicom, że jednak potrafię być samodzielny i że świat w cale nie musi być taki okrutny. Z wątpili w te w słowa. Wzieli pod uwagę oceny, poziom mojej wiedzy, ogólnie edukację. Ekhm...Gdyby nie moje nadzbyt pozytywne myślenie...też bym zwątpił. Tak się składa, że nie należę do dobrze uczących się, a nawet do tych średnich. Moje oceny to pięknie wykaligrafowane "2" i gdzieś tam subtelnie stojąca jak snupeczek "1". Czy mam wstyd? Owszem! Lecz nie w tej dziedzinie. Człowiek się uczy całe życie, a lata dziecięce i młodzięcze powinno się wykorzystywać do przyjemniejszych celów. Oczywiście żartuję. Dzieci! Nie uciekajcie ze szkoły. Zabijajcie nauczycieli, a was z niej wydalą!